Chodzi mi o rosyjską space-opere pióra Olega Diwowa pt.: "Najlepsza załoga słonecznego".
Wydana przez Fabrykę Słów książka zamyka się w dwóch tomach, ale niestety tom pierwszy jest dużo mniej obszerny od drugiego, ale rekompensuje to fakt, iż oba wydane są na dość dobrym, kredowym papierze.
Całość dzieje się po wojnie totalnej (nazywanej "Północą") jak przystało na space-opere w kosmosie. Ziemia jest mocno wyniszczona (to na niej miała miejsce "Północ"), populacja ludzka skurczyła się o ponad 90%, a biosfera jest zdegenerowana przez trwającą dziesięciolecia zimę jądrową. Ludność planet skolonizowanych jest wrogo do ziemian nastawiona; zwłaszcza Marsjanie (i nie chodzi mi tu o zielone ludziki) przeciwko, którym przeprowadzone były dwie kampanie wojenne.
Uniwersum jest duże i skomplikowane, więc ciężko byłoby się w nim odnaleźć gdyby nie słowniczek na końcu książek, który tłumaczy wiele pojęć i ogólnie bardzo się przydaje (przy niektórych hasłach mamy podane odwołania do innych dzieł literackich, a wiele z nich wydaje się być inspiracją autora).

W tomie pierwszym mamy dość powierzchowny opis postaci i zawiązanie intrygi, co i tak dobrze zapełnia około 195 stron. Czyta się przyjemnie, ale bez rewelacji. Sporo humoru, lecz raczej topornego, wręcz grubiańskiego (mnie to nie przeszkadza, ale są ludzie, których to dość mocno razi), a do tego mięso lata gęsto jak w rzeźni.
Postacie nakreślone są w stopniu wystarczającym, aby je polubić. Mamy tu rosyjskiego admirała o przezwisku "Raszyn" z, którego to ust właśnie pada najwięcej przekleństw, ale mimo to jest nader sympatyczny, a także bardzo miłego oficera-technika imieniem Andrew Werner, który jak się potem okazuje (właściwie w pierwszej połowie książki) także jest Rosjaninem. Werner także jest, jak dla mnie, jedną z głównych osi fabuły.
Pierwszy tom jest niezbędny do pełnego zrozumienia drugiego, ale jako samodzielna książka jest raczej przeciętny; do autobusu i w czasie kiedy potrzebujemy poczytać coś lekkiego sprawdza się doskonale.
Tom drugi jest znacznie bardziej wymagający od poprzednika, ale pociąga to za sobą zdecydowany wzrost satysfakcji z czytania.
Swoje wywody zacznę od książki, mianowicie najnowszej części przygód Jakuba Wędrowycza. Mowa tu oczywiście o "Homo bimbrownikus" autorstwa Pilipiuka. Właściwe opowiadanie poprzedzają trzy, króciutkie nowelki z czego tylko jedna zasługuje na uwagę. Jest to jednak zaledwie preludium do dania głównego czyli epickiej, przeszło dwustu stronicowej tytułowej opowieści. Jej akcja toczy się w Warszawie i kręci wokół wojen pradawnych kultów nią zamieszkujących. Jakub znajduje się pośrodku tej walki jaskiniowców, wyznawców Światowida i tajnej komórki CBŚ - inkwizycji. Pomysł iście mistrzowski, szkoda, że kiepsko wykorzystany. Gagów tutaj jak na lekarstwo, a tych udanych dwa razy mniej. Pilipiuk powinien zachować Jakuba w krótszej formie.
W kategorii słowiańskich klimatów, zdecydowanie lepszy jest kozacki komiks o kozaku autorstwa Ukraińca - Igora Baranki - "Maksym Osa". Wprawdzie nie jest on jak się spodziewałem powieścią drogi a siedemnastowiecznym kryminał z nutką fantasy. Jest tajemnica, jest wilkołak, jest błyskotliwy bohater i jest zajebiście. Klimatem porównałbym to do "Ogniem i mieczem" na sterydach - więcej seksu, walki i magii. Wszystko okraszone wspaniałą kreską (czerń i biel) dopracowaną niemalże do perfekcji. Najlepszy komiks w tym zestawieniu.
Z dzikich pól przenieśmy się do Łojm, małej wsi niedaleko Suwałk w, której rozgrywa się akcja "Łaumy" Karola Kalinowskiego. Mnóstwo 
Kolejny komiks "dobre bo polskie"? Niestety nie. Trzeci już tom "Wartości rodzinnych" to największe rozczarowanie wśród omawianych tytułów. Brak wyraźnie zarysowanej linii fabularnej, to główna bolączka tego komiksu. Ponadto brakuje mu przytupu znanego z poprzednich części. No i jakoś tak mało śmieszno. Mało trafionych gagów. I mało gagów w ogóle. Rysunkowe też mi się zdaje, że gorzej. Pustawe kadry. Cóż, zeszyt wypada raczej blado poza świetnym cliffhangerem na końcu. Z niecierpliwością czekam na część czwartą.






